Pogoda ze złej zmienia się na gorszą – Agnieszka wchodzi do akcji. Jak informowaliśmy wcześniej na 7000m n.p.m. wieją silne wiatry, które uniemożliwiają akcję górską. Jednak do 6000m n.p.m. da się działać. Postanowiliśmy to wykorzystać, by wynieść ładunki szturmowe (przeznaczone na przyszły atak) do obozu I. Jednak noszenie przez Ice Fall (9 km drogi) nie jest tym co lubimy najbardziej, a jeden z dwóch naszych tragarzy Ali Sadpara, został wyeliminowany z akcji przez odmrożenia II stopnia. Dlatego do akcji włączyła się Agnieszka.
18 lutego razem z Shaheenem Baig wykonali kurs transportowy do obozu I, a 19 lutego wrócili do bazy. Była to ostatnia chwila na taki wypad, bo 20 lutego zaczyna się huragan. Wiatr na 6000m n.p.m. (a zatem i w bazie) ma wiać z siłą ponad 100 km/h, a na 8000m n.p.m. 160 km/h.
19 lutego wszyscy mężczyźni w bazie spędzili na jej umacnianiu i przygotowywaniu namiotów na uderzenie żywiołu. Zobaczymy po paru dniach, na ile to nam się udało. Prognozy dają nam nadzieję na wznowienie akcji górskiej powyżej 7000m n.p.m., jak już huragan się uspokoi, to jest w dniach 25-28 lutego.
Pozdrawiamy
Agna, Artur, Adam i Janusz
Mamy założony obóz III i gotowi jesteśmy do ataku na szczyt. Od 7 dni siedzimy jednak w bazie i wiemy już, że przez następne 7 dni nie będzie pogody pozwalającej na akcję górską. Na 7000 m n.p.m. wiatr wieje z siłą 100 km/h. Najprawdopodobniej będzie tak aż do końca lutego. Musimy uzbroić się w cierpliwość – co nie jest łatwe – i przeczekać w bazie całe trzy tygodnie. Jeżeli coś zacznie zmieniać się w prognozach, damy znać.
Pozdrawiamy.
09.02 w godzinach popołudniowych zespół w składzie Adam Bielecki, Janusz Gołąb, Ali Sadpara założyli obóz III na wysokości 7040 m n.p.m. Wiodący do obozu kuluar japoński pokonali bez problemów. Po rozbiciu namiotu przygotowywali się do biwaku warunkach zgodnych z prognozą pogody, to jest wiatr o sile 45 km/h i temperatura na poziomie minus 35˚C, praktycznie brak zachmurzenia. Pogoda następnego dnia miała być podobna, wiatr miał się nieco wzmóc (do 60 km/h). Niestety, rzeczywistość okazała się różna od prognoz. W nocy zerwał się silny wiatr o sile około 80 km/h i w porywach do 100 km/h. Zachmurzyło się i zrobiła się zadymka. Noc w trzecim obozie była dla Adama, Janusza i Alego bardzo trudna. Pierwszy z brzegu od nawietrznej Adam, czuł jak wiatr w porywach chce go poderwać razem z karimatą. Nie było wątpliwości, że rano zespół musi jak najszybciej schodzić na dół. Zabezpieczenie namiotu przed zejściem było nie lada wyzwaniem. Chłopcy przygnietli namiot kamieniami i rozpoczęli zjazdy w bardzo trudnych warunkach.
Niżej w obozie II czekał na zespół z trójki - Artur Hajzer i Shaheen Baig. Spędzili oni równie ciężką noc na przełęczy, gdzie wiatr poważnie zagrażał porwaniem namiotu. Na przełęczy rankiem i w ciągu dnia wiatr wzbierał na sile. Artur był pełen obaw o zejście kolegów do „dwójki” jak i o dalsze zejście zespołu w kierunku bazy. Hajzer, skontaktowawszy się z Agnieszką Bielecką w bazie, poprosił ją o natychmiastowy kontakt telefoniczny z Karlem Gablem (wspomagającym wyprawę, prognozami pogody). Problem polegał na tym, że Karl mieszka w Austrii, w której w tym czasie była godzina 4 rano. Artur chciał od Karla interwencyjną rewizję prognozy pogody i informację, czego można się spodziewać w najbliższych godzinach, i czy aby wzmagający się wiatr nie jest jakimś niespodziewanym kataklizmem.
W międzyczasie schodzący z „trójki” jako ostatni Adam Bielecki podniósł ciśnienie liderowi (baza miała kontakt radiowy tylko z „dwójką”, nie słyszała nic „trójki”) komunikując przez radio, że utracił czucie we wszystkich kończynach i ma problemy z zejściem.
Tymczasem w bazie, po konsultacji wykresów prognozy pogody szwajcarskiego Meteo Test konsylium zadecydowało, że nie ma sensu budzić Karla Gabla w Austrii, pogoda się psuje, jest ostatni dzień na zejście, będzie coraz gorzej i tak do 15 lutego co najmniej. Taka informacja została przekazana do obozu II z naciskiem na to, aby jak najszybciej schodzić. (Nowa prognoza od Gabla otrzymana ok. 13:00 czasu lokalnego, potwierdziła fakt, że 10 lutego wiatr wynosił 80km/h na 7000 m n.p.m., a nie zapowiedziane wcześniej 60 km/h)
Po około dwóch godzinach, napięta sytuacja kryzysowa ustąpiła. Cały trzyosobowy zespół wyziębiony i zmęczony zameldował się w „dwójce” około godziny 10:00. Tam czekały na nich ciepłe napoje i jedzenie. Po ponad godzinie odpoczynku, około 11:30 cała piątka ruszyła w dół. W obozie I wiatr był słabszy. Tu spędzono noc. Następnego dnia, to jest 11 lutego, w godzinach popołudniowych zespół dotarł do bazy. Droga z jedynki do bazy odbywała się w średnio wietrznych warunkach i umiarkowanej zadymce.
W bazie stwierdzono u Alego Sadpary, odmrożenie paluchów u nóg II stopnia. Janusz Gołąb ma odmrożenie I stopnia lewego policzka. Adam czuje niegroźne przemrożenie w stopach, ma lekko poparzony palec u nogi (efekt rozgrzewania nóg nad kuchenką) i przemrożony palec u prawej ręki.
Dobra prognoza pogody na dni 07-10.02 sprawdziła się w 90%. W ostatnim dniu parametry zachmurzenia i wiatru były zdecydowanie wyższe niż wskazywały prognozy. Było to źródłem 3 godzin bardzo nerwowej sytuacji i walki z rasową zimą w Karakorum. W chwili obecnej wiemy już, czego można się spodziewać, kiedy cokolwiek idzie niezgodnie z planem. Tymczasem cieszymy się, że zarówno droga jak i my jesteśmy gotowi do ataku na szczyt. Byliśmy już w górze 4 razy, mamy założone trzy obozy i proces aklimatyzacji uważamy za zakończony.
Morale zespołu jest dobre, jesteśmy dobrej myśli, trzymajcie kciuki i myślcie o nas CIEPŁO.
Agna, Adam, Artur, JanuszDzisiaj około godziny 15:30 Adam i Janusz założyli obóz trzeci, obaj spędzają tam noc, Artur dotarł do obozu II wraz z Shaheenem około godziny 14:00. Kontakt radiowy z bazą zepsuł się około 18:00.
W chwili obecnej dalsze plany zależą jak zwykle od pogody, a ta ma się pojutrze wyraźnie pogorszyć. Najprawdopodobniej ze względu na wzmagający się jutro wiatr i prognozowane załamanie pogody pojutrze, obie ekipy będą jutro schodzić do obozu I i dalej do bazy.
Ze względu na trwającą od dwóch dni dobrą pogodę obie wyprawy działają w górze i baza jest wyludniona. Po pięknym słonecznym dniu spodziewamy się zimnej nocy.
Pozdrowienia od całej ekipy.
Ze względu na złą pogodę – opad śniegu i przede wszystkim silne wiatry, ostatnich parę dni wyprawa została uwięziona w bazie, więc może parę słów o niej samej.
Ze względów strategiczno-towarzyskich Polska wyprawa dzieli bazę - to jest mesę i kuchnię z międzynarodową wyprawą Garfrieda Goshla. Dzięki temu mamy do ogrzania jedną mesę za pomocą podwójnej ilości paliwa oraz międzynarodowe towarzystwo.
Ponadto utrzymujemy przyjazne stosunki ze znajdującą się po sąsiedzku pakistańską bazą wojskową, świadcząc sobie nawzajem drobne uprzejmości oraz rozgrywając nieliczną ilość meczy szachowych. Dzień w bazie zaczyna się o 8 rano śniadaniem – na które nie wszyscy docierają, i generalnie rytm dnia wyznaczają pory posiłków. Temperatura w mesie zwykle waha się pomiędzy 5 a 20°C w zależności od ilości ludzi oraz grzejników, które ze względów oszczędnościowych, rzadko są odpalane wszystkie naraz.
Jeżeli generator prądu nie odmawia współpracy (co niestety czasem się zdarza) między 16:30, a ok. 20:30 mamy prąd, zwykle wtedy ładujemy wszystkie urządzenia elektryczne, pracujemy nad relacjami, zdjęciami i filmami. Po kolacji (ok. 19:00) czasem oglądamy filmy.
W skrócie, życie w bazie upływa nam na czytaniu, graniu w gry planszowe, pracy nad relacjami, wizytami i rewizytami z pakistańskimi żołnierzami oraz przygotowywaniu wyjść w góry. Ponadto, dużo czasu pochłania nieustanne reperowanie generatora, dla odważnych możliwa jest kąpiel (trzeba roztopić i podgrzać lód i liczyć się z polewaniem gorącą wodą w przedsionku mesy w temperaturze około 10°C), ale nawet najbardziej zdeterminowani ograniczają częstotliwość tej przyjemności do jednego razu w tygodniu.
Każdy uczestnik naszej wyprawy dysponuje jednym namiotem osobistym, w którym magazynujemy nasze prywatne rzeczy i śpimy. W dwóch śpiworach puchowych i na kilku karimatach noclegi są dość komfortowe, choć trzeba się liczyć z faktem, że nad ranem powierzchnia zewnętrznego śpiwora jest dość wilgotna – by nie powiedzieć mokra. Oprócz namiotów osobistych, namiotu mesy i namiotu kuchni, dysponujemy jeszcze namiotem magazynem oraz namiotem-toaletą, który wydaje się najbardziej narażony na szkody związane ze złą pogodą. Jak do tej pory z wyjątkiem pierwszych dni, kiedy trzeba było umocnić namiot-mesę, wiatr nie spowodował większych szkód w bazie.
Pozdrawiamy,
Artur, Adam, Janusz, Agna
Z ostatniej chwili, 08.02.2012, godz. 17:00 czasu lokalnego
Adam z Januszem są w obozie II; Artur z Shaheenem są w obozie I, jeżeli pogoda się utrzyma, chłopcy mają w planach założenie obozu trzeciego.
Jak wiadomo z poprzednich relacji pierwszego lutego Adam, Ali i Shaheen założyli obóz II. Artur i Janusz byli jeden dzień za nimi. Na szczęście, droga do obozu II „puściła” bez większych trudności. Obóz II stanął na wysokości 6450 m n.p.m. na przełęczy Gasherbrum La. W podejściu na przełęcz, pomiędzy serakami jest parę emocjonujących szczelin oraz wymagających poręczowania lodowych ścianek. Jednakże po zaprawie w Icefallu poniżej obozu I nie robiły one na nikim większego wrażenia.
Zespół Adam, Ali, Shaheen był w obozie II już około 13:00. Następnie Adam zajął się rozbijaniem obozu II, a Ali i Shaheen zrobili rozpoznanie w kuluarze japońskim powyżej obozu II w kierunku obozu III. Ustalono, że stan starych lin poręczowych w kuluarze jest zadowalający, ponadto zdeponowano 200m naszych lin na wysokości 6750 m. Szybkie postępy otworzyły szansę założenia obozu III i spędzenia w nim nocy aklimatyzacyjnej. Dlatego Artur i Janusz 2 lutego wyszli w nocy z zamiarem pominięcia obozu II, dołączenia do Adama i wspinania się w trójkę do obozu III. Zgodnie z tym planem Ali i Shaheen rankiem 2 lutego rozstali się z Adamem i rozpoczęli zejście do bazy. W tym czasie z bazy nadchodziły niezmiennie komunikaty o pogarszającej się pogodzie. Janusz i Artur o godzinie 09:00 rano osiągnęli obóz II mijając po drodze schodzących Alego i Shaheena. W tym czasie warunki pogodowe panujące na wysokości obozu drugiego były już niestety złe, widoczność była słaba, ponadto wyraźnie było słychać silny wiatr wiejący powyżej. O godzinie 13:00 po kilkugodzinnym oczekiwaniu na poprawę pogody w obozie II podjęto decyzję o odwrocie. Noc z 2 na 3 lutego Adam, Janusz i Artur spędzili w obozie I, a 3 lutego o godzinie 13:00 wszyscy dotarli do bazy. Obecnie pogoda jest zła. W dniach 4 do 7 lutego spodziewany jest silny sztorm, w bazie poprawiono mocowanie namiotów, w szczególności wzmocniono namiot mesę. Cieszymy się, że plan kolejnego wyjścia został wykonany, czyli że na wysokości 6450m n.p.m. stanął obóz II.
W jednej z pierwszych relacji, opisywaliśmy icefall: jak bardzo się zmieni, jak bardzo jest trudny i że pokonaliśmy około 70% drogi na tym etapie. Myliliśmy się, jak się okazało pokonaliśmy wtedy zaledwie 30% a w dalszej części drogi trudności nie spadały. Jednakże trudnością nie było rumowisko, zwaliska serak w, głównie trudności skupiały się na wyszukaniu drogi pomiędzy monumentalnych rozmiarów szczelinami.
Dużą determinacją wykazał się zespół Bielecki, Sadpara, Baig, który 26.01 założył obóz pierwszy.
27.01. Janusz Gołąb i ja (Artur Hajzer)ruszyliśmy za nimi. Wystartowaliśmy przepisowo o godzinie 6 rano.
Adam zakomunikował nam przez radio, że droga do obozu pierwszego jest tak długa i wyczerpująca, że raczej nie dojdziemy, a jeśli mamy taki plan to na wszelki wypadek powinniśmy zabrać ze sobą, lekki namiot szturmowy i liczyć się z biwakiem.
Odebraliśmy t sugestię jako afront. Jak to my mamy nie dojdziemy? I to po wytyczonej już trasie? Po ich śladach? O co chodzi? Adam kpi czy o drogę pyta?
Schodzący zespół Adama spotkaliśmy pomiędzy lodospadami około 11:30. Adam znowu swoje: Chłopaki jest daleko! Może się zdarzyć, że nie dojdziecie. Dam wam GPS. I da. Wzięliśmy ten GPS bez większego pojęcia jak go używać i ruszyliśmy dalej. My w górę, a Adam , Ali i Shaheen w dół. I szliśmy,szliśmy szliśmy i szliśmy, pomiędzy blokami seraków, w lodowych kanionach, pomiędzy rnej szerokości szczelinami. Niestety na twardych połaciach górnego plateau wtedy ślady po zbach(?) raków Adama i ekipy przestały być widoczne. Nie mogliśmy liczy na ślady poprzedników. Nie było te traserów bo na tym etapie zespołowi Adama, już ich zabrakło, i nie mieli możliwości oznaczenia całej drogi.
Dalsza wędrówka komplikowała się. Droga prowadziła kilkusetmetrowymi zakosami, często w przeciwnym kierunku niż domniemany obóz.
Około godziny 16:00 zrobiło się poważnie. Dotarło do nas, że dzień się kończy a obozu ani widu ani słychu. Nie mieliśmy też pewności czy jesteśmy na szlaku.
Został nam tylko ten GPS i konieczność zdecydowanie przyspieszonego kroku. A w GPSie tylko cienka zielona kreska (zaznaczona przez Adama trasa) i biały trójkącik (my).
Jako się ten obrazek kręci wokół ale dopóki trójkącik jest na zielonej linii to czujemy się bezpiecznie. Godzina 17:00 zmierzcha GPS wskazuje, że do obozu nie jest już daleko.
Zaczynamy biec nie bacząc na szczeliny, które mniej lub bardziej skutecznie przeskakujemy.
Raz mój tułów wpada w czeluść, ale Janusz skutecznie blokuje mnie liną, wychodzę i zasuwamy dalej. Robi się ciemno.
Wpatrujemy się w GPS. Adam instruuje nas przez radio jak zrobić zbliżenie i generalnie jak posłużyć się GPSem by wskazać kierunek na obóz w linii prostej.
Robimy zbliżenie. Obóz znajduje się według wskazań GPSa w promieniu 200m. Nie potrafimy jednak przestawić GPSa, żeby wskazał drogę do obozu w linii prostej.
Kręcimy się w kółko, nie trzeba dodawać, że bezskutecznie.
18:30 kompletna ciemność. Ślęczymy nad GPSem.
Przestajemy się ruszać, mokre primalofty tracą właściwości grzewcze, dopadają nas dreszcze, GPSa obsługujemy końcówką czekana lub gołymi palcami.
Jedna minuta Janusz, jedna minuta ja. Adam z bazy mówił nam, żeby wejść do menu i w funkcję znajdź GPS zamglony, nie mogę odczytać małych literek na ekranie.
GPS przejmuje Janusz w funkcję znajdź nie udaje się wejść. Jest coraz zimniej, rozgrzewam palce. Janusz uważa, że damy radę wykopać jamę śnieżną.
Mamy gaz i jakie żarcie. Zbliżam tras Adama na GPS, który wskazuje, że obóz powinien się znajdować 48 metry od nas.
Idę powolnym krokiem za wskazaniami GPSa, Janusz za mną.
Słyszę Janusza: Jest, widzę, po prawej! znaleźliśmy obóz.
Jest 19:20. Mamy obóz melduję do bazy. W bazie gdzie od ostatnich dwóch godzin te było dość nerwowo ciśnienie opada.
Rozbijamy namiot i wszystko jest w porządku.
Rano schodzimy do bazy niemal cały dzień.
W tym terenie jest to bez znaczenia czy się idzie w górę czy w dół, tempo niewiele się różni.
W każdą stronę jest trudno i daleko. Sytuacja różni się bardzo od tej samej drogi w lecie. W zimie lodowiec jest bardziej otwarty prezentuje.
Koniec końców mamy obóz I, tyle wysiłku, strachu i pracy a to dopiero obóz pierwszy. Co będzie wyżej?! Wszystko ma się przecież rozegrać powyżej 7000.
Będąc w jedynce przyjrzeć się mogliśmy drodze na przełęczy do obozu II.
Tam też otwarty lodowiec.
Hmmm Co to będzie? Co to będzie?
Relacja podyktowana przez telefon satelitarny 21.01. 2012 z bazy pod Gasherbrumem.
Dzisiaj po południu dotarliśmy do Gasherbrum BC na wysokości 5030 m n.p.m.
Temperatura powietrza to minus 20 stopni C, wiatr 0-10 km/h, na lodowcu Concordia jest około pół metra śniegu, a na morenie od 0 do 30 cm. Cały dzień niebo było całkowicie zachmurzone, dopiero wieczorem się przejaśniło.
W ciągu poprzednich dwu dni mieliśmy dużo szczęścia - panowały warunki sprzyjające do marszu i wczoraj nasi tragarze zadecydowali, że dojdziemy aż do Sharinj. Dlatego dzisiaj zostało nam tylko cztery godziny marszu do bazy. Niestety, ze względu na całkowite zachmurzenie nie zobaczyliśmy ani K2, ani Świetlistej Ściany Gasherbruma IV.
Dzisiaj, po dotarciu do bazy rozbiliśmy nasze osobiste namioty i dostaliśmy się do ciepłych ubrań, które były na dnie worków niesionych przez tragarzy. Przez następne dwa dni zamierzamy urządzać bazę - nasz dom na najbliższe dwa miesiące. Czeka nas przygotowanie mesy, magazynu, toalety, itp.
Wieczorem spotkała nas nagroda za trudy ostatnich dni - o zachodzie wyjrzało słońce i nasza góra odsłoniła sie w całej swej okazałości!
Pozdrawiamy z Gasherbrum BC!
Agna, Artur, Adam i Janusz
Jesteśmy na biwaku w Gore II na wysokości 4.300 m n.p.m. Opadów brak, sniegu leży 15 cm, pułap chmur 6.000 m, wiatr słaby 15 km/h, zachmurzenie 80%. temperatura w namiocie -10 stopni C.
Dotarliśmy tu po trzech noclegach w Jola, Payu i Urdukas. W zależności od decyzji tragarzy w bazie będziemy za dwa do trzech dni. Warunki są sprzyjające do marszu, choc nasi tragarze życzyliby sobie więcej słońca... Z drugiej strony dzięki chmurom jest cieplej - minus 10 stopni C o tej porze roku to wysoka temperatura.
Nasz szacunek budzą mijane po drodze posterunki wojska. W małych lepiankach na środku lodowca, bez ogrzewania, żołnierze strzegą spornej granicy swego kraju. Nie zazdrościmy im tej sytuacji.
Od Payu idziemy lodowcem Baltoro. Scieżka jest dość wyraźna , drogę wskazują nam kopczyki i trasery, czasem widoczny jest wojskowy kabel telefoniczny.
Pozdrawiamy,
Agna, Artur, Adam i Janusz
Przygotowania do wyprawy w Pakistanie dobiegły końca i 15 stycznia o świcie wyruszamy jeepami ze Skardu do Askole, skąd następnego dnia (16 stycznia) ma wyruszyć karawana w kierunku bazy wyprawy. Warunki w górach na trasie naszej karawany według doniesień są bardzo dobre. Aż do Urdukas nie ma śniegu, a temperatura na szczęście nie spada poniżej -10 °C.
W ciągu jednego, najwyżej dwóch dni podejdziemy do czoła lodowca Baltoro, następnie około pięciu dni będziemy przemieszczać się po lodowcu (70 km).
Plan podejścia do bazy wyprawy wygląda następująco:
Jako nieliczna nacja mamy w sobie tyle pasji i odwagi, aby wchodzić na ośmiotysięczniki w ekstremalnych zimowych warunkach. Na dziesięć wypraw zimowych, osiem dokonali Polacy. Nieznośny wysiłek i zmienna pogoda sprawiają, że Himalaje zimą są osiągalne wyłącznie dla doświadczonych himalaistów. Dla wielu wspinaczy na przeszkodzie stoi temperatura odczuwalna 70 stopni poniżej zera, wichury osiągające prędkość 200 km/h, odmrożenia… Mimo to Polacy organizują ekspedycje zimową porą w Himalaje i z powodzeniem utrzymują pozycję lodowych wojowników. Tym razem w najwyższe góry świata udał się niewielki 4-osobowy zespół w składzie: Agnieszka Bielecka, Adam Bielecki, Janusz Gołąb i Artur Hajzer. Za cel wyprawy usankcjonowali jak dotąd nie zdobyty zimą szczyt- Gasherbrum I (8068 m n.p.m.).
To jedenasta pod względem wysokości góra świata, położona w Karakorum, w Pakistanie. Jej nazwa pochodzi od słów rgasha brum, co w języku Balti, mieszkańców tego terenu oznacza „Piękna Góra” lub „Świetlista Góra”. Funkcjonuje również pod nazwą Hidden Peak lub K5. Uczestnicy wyprawy będą zdobywać szczyt przez tzw. „Kuluar japoński”, położony w najwyższej części ściany północno-zachodniej. Mała liczba uczestników decyduje o stosowaniu lekkiej i szybkiej taktyki wspinaczkowej, bez użycia butli z tlenem. Pod kątem szybkości prowadzone były przygotowania kondycyjne kandydatów na uczestników wyprawy. W akcji zdobywania szczytu weźmie udział trójka wspinaczy.
Kibicujemy całej wyprawie, a w szczególności Januszowi Gołębiowi, który jest pracownikiem firmy Megiw.
W tym sezonie Himalaje zaszczyci większa niż zwykle liczba wypraw. W Karakorum pojawią się Simone More, Denis Urubko i Matteo Zanga, którzy za cel wyznaczyli sobie Nanga Parabat /8125m/. Ekipa Viktora Kozlova będzie zdobywać K2 /8611/. Z kolei Gasherbrum od strony południowo-zachodniej będzie forsować międzynarodowa wyprawa z Austriakiem na czele, Gerfriedem Goschlem.
Polska ekipa planuje zdobyć Gasherbrum od strony północno-zachodniej. Wyprawa rozpoczęła się 28 grudnia, a jej zakończenie planowane jest na 24 marca 2012 roku. Ekspedycja organizowana jest w ramach programu „Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015”, którego pomysłodawcą i koordynatorem jest Artur Hajzer. Główne założenia projektu to m.in. wykształcenie młodego pokolenia himalaistów, którzy byliby w stanie wejść na pozostałe cztery niezdobyte dotąd zimą ośmiotysięczniki. Program został objęty honorowym patronatem Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego.
Po tej dacie bieżące informacje znajdziesz na www.facebook.com/megiwPL